Słodko-gorzka Malta z bobasem, subiektywnie…

Malta z małym dzieckiem opinie z niemowlakiem

Zacznijmy od tego, że nie każda podróż musi być w 100% udana i pretendować do tytułu podróży życia. Nie ma się czego wstydzić, warto o tym mówić i dzielić się przemyśleniami;). Zawsze coś może nas zaskoczyć, coś przerośnie nasze wyobrażenia, nie spełni oczekiwań lub jest dalekie od zakładanego ideału. Przemysł turystyczny mami nas kolorowymi fotografiami rajskich plaż, błękitnych lagun i nieprzebranych atrakcji. Mając trochę czasu na przygotowanie podróży możemy jeszcze oddzielić ziarno od plew i zweryfikować, czy taka destynacja jest naprawdę tym na czym nam zależy. A co jeśli cały wyjazd musimy zorganizować na własną rękę w 24h, bez uprzedniego rozpoznania w internecie, bez snucia planów i bez rozmachu? 24h to mało i dużo zarazem. Jednak czas kurczy się niemiłosiernie, gdy głównym bohaterem naszej wyprawy ma być niespełna półtoraroczny brzdąc, który domaga się nieustającej atencji:)… Wyszukiwarka lotów wyrzuca w tym rozdaniu Maltę. Chwila na zastanowienie i … wyzwanie podjęte :)! Ruszamy po nasze własne maltańskie historie:).

Malta – czyli gdzie ja właściwie jestem?

Malta wakacje z małym dzieckiem opinie ValettaNajbardziej wysunięte na południe państwo Europy leży 75 km od wybrzeży Sycylii i 240 km od wybrzeży Afryki Północnej. Powierzchnię całkowitą Malty (316 km.kw) z łatwością przykryje nasza Warszawa. Maltańczyków na Malcie jest ponad 400 tyś., tyle co mieszkańców w większych polskich miastach. Za to ilość dni słonecznych jest nieporównywalnie większa do tych w u nas;). Maltańska ziemia przez wieki przechodziła z rąk do rąk. Byli tu Fenicjanie, Kartagińczycy, później znajdowała się w strefie wpływów rzymskich, a następnie bizantyńskich. Podbili ją Arabowie, Normanowie, Hiszpanie, przejęli kawalerowie maltańscy, Turcy, Napoleon, a na końcu Brytyjczycy. Uff, dużo tego. Niełatwa ta historia Malty, podobnie jak nasza… A pierwsze wrażenie po przylocie? Czy przez pomyłkę nie znaleźliśmy się w Wielkiej Brytanii? Lewostronny ruch, oznaczenia na drodze w brytyjskim stylu, reklamy, szyldy w języku angielskim, sieciówki żywcem wyjęte z brytyjskich highstreets (np. Boots, Marks & Spencer, Primark i inne). Kolejne zaskoczenie: zabudowa miejska przypomina bardziej tą jaka kojarzy się z Północną Afryką lub Bliskim Wschodem. Ciasna, zwarta z dużym zagęszczeniem osiedli ludzkich, z charakterystycznymi „kwadratowymi” domkami i blokami, z płaskimi dachami (a na tych dachach obowiązkowo coś naustawiane, jakieś zbiorniki na wodę, anteny satelitarne, klimatyzatory:). Z drugiej strony czuć typowy klimat południa Europy. Życie toczy się niespiesznie w kawiarniach i restauracjach. Dzień zaczyna się od filiżanki kawy w pobliskiej kawiarence lub czegoś na ząb w pastizzerii. Popołudnie to czas sjesty. Do tego, no cóż, brudnawe ulice… Niezły tygiel!

Widok na zatokę Malta opinie

Sorry Sir, I don’t understand you! (Przepraszam Pana, ale Pana nie rozumiem!)

Będąc za granicą dobrze jest znać parę podstawowych zwrotów w obcym języku. Taki podróżniczy savoir vivre ;). Często wzbudzi to sympatię i przychylność lokalsów. Na Malcie jest prościej, bo możemy bez problemu mówić (nie jest to od razu równoznaczne z „dogadać się” ;) łaciną naszych czasów, po angielsku. Językami urzędowymi na Malcie jest maltański i angielski. Język maltański wywodzi się najprawdopodobniej z grupy języków semickich, wykorzystuje alfabet łaciński, a melodią i brzmieniem bardziej przypomina arabski (z włoskimi i angielskimi wstawkami;). Natomiast język angielski to pozostałość z czasów brytyjskiej dominacji. A co gdy Maltańczyk nie potrafi dogadać się z Maltańczykiem… i to po angielsku?:) Nasz kierowca taksówki miał problem ze znalezieniem adresu. Dopiero co przylecieliśmy, było już ciemno, późno, a my byliśmy zmęczeni i głodni. Kierowca gubił się co chwilę i woził nas w kółko. Staraliśmy się mu pomóc i odnaleźć w nawigacji telefonów miejsce docelowe. Starszy pan kierowca o mapie w swoim smartfonie jeszcze nie słyszał:)… Zrobiło się jeszcze ciekawiej, gdy napotkany maltański przechodzień nie rozumiał naszego taksówkarza, który mówił do niego… po angielsku. Po maltańsku też nie mogli się dogadać:). Uratował nas telefon do właściciela mieszkania, które wynajęliśmy. Jakoś trafiliśmy do celu. Na szczęście to była jednorazowa przygoda. Angielskim tubylcy posługują się na równi z maltańskim, nawet znając tylko „turystyczny” angielski, poradzimy sobie na Malcie bez problemu:). No ale nasz bobas nie potrzebuje znajomości języka maltańskiego ani angielskiego. On komunikuje się w międzynarodowym języku wszystkich bobasów, a jeden uśmiech czy grymas wyraża więcej niż tysiąc słów:).

It is (not) safe! (To (nie) jest bezpieczne!)

Każdy bajtel w samochodzie podróżuje w foteliku. Wiadomo wymogi bezpieczeństwa, troska o dziecko itd. Logiczne. Nie na Malcie :)… Zamawiając na lotnisku taksówkę zapytaliśmy pani z okienka o fotelik dla dziecka. Jej zdziwione spojrzenie było bezcenne. Z lekką ignorancją pokazała nam, że dziecko mamy posadzić sobie na kolanach w czasie jazdy i trzymać je mocno. Dodała jeszcze: „It is safe!” („to jest bezpieczne”). Myślę, że maltańskie dzieci podróżują w fotelikach, w końcu Malta jest w Unii Europejskiej, a ta jak wiadomo rygorystycznie reguluje wszelkie przepisy dotyczące norm bezpieczeństwa. Jednak przepisy przepisami, a ludzie swoje:). Tak samo z paleniem w miejscach publicznych na Malcie. Niby jest zakaz, ale jakoś niespecjalnie ktoś się nim przejmuje.

Sit down & wait (usiądź i czekaj),

czyli transport (nie) publiczny na Malcie

Decydując się na zwiedzanie Malty publicznymi autobusami musimy pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze: uzbroić się w anielską cierpliwość. Jazda nimi polega głównie na czekaniu na przystankach. Rozkład jazdy bywa mocno orientacyjny;). Czasem autobus przyjedzie za wcześnie, czasem za późno, a czasem w ogóle nie przyjedzie. Co wtedy możemy zrobić? Po prostu usiąść i czekać na kolejny, trenować cnotę cierpliwości, tudzież biegać po przystanku za energicznym półtoraroczniakiem:). Po drugie: gdy zastanawiało was kiedyś jak czują się worki z ziemniakami podczas transportu dostawczakiem, to dokładnie tak jak mogą się czuć pasażerowie maltańskich autobusów. Kierowcy jeżdżą bardzo gwałtownie, ostro hamują i nie są kurtuazyjni. Generalnie uprawiają bardzo spontaniczny styl jazdy:). Po trzecie: kierowca autobusu jest panem i władcą, kapitanem na pokładzie i jeśli uzna, że autobus jest już pełen lub nie zmieszczą się osoby czekające na przystanku, to po prostu się na nim nie zatrzyma i pojedzie sobie w siną dal:)… To nic, że sterczycie na przystanku już godzinę. Sit down & wait! Cierpliwość ponad wszystkie inne cnoty! Pewnego dnia składaliśmy w pośpiechu „parasolkę”, bo kierowca dał nam wyraźnie do zrozumienia przez zamknięte drzwi autobusu, że ich nie otworzy, dopóki nie złożymy wózka. Rzekomo nie było już wolnych miejsc. Nie przeszkodziło mu to jednak, wpuścić na następnym przystanku sześć młodych, ładnych, uśmiechających się turystek :). Innym razem wjeżdżając do autobusu ze śpiącym bąblem w wózku dostaliśmy polecenie, aby wózek złożyć… Próbując wytłumaczyć kierowcy, że maluch śpi i przecież jest jeszcze miejsce w autobusie usłyszeliśmy tylko, parę słów rzuconych w naszą stronę po maltańsku. Mogę tylko domyślać się ich znaczenia;)…

Autobusy na Malcie transport publiczny opinie

Abstrahując od powyższego transport publiczny na Malcie skonstruowany jest całkiem nieźle. Całą wyspę i większość atrakcji można objechać autobusami. Siatka połączeń działa dość sprawnie, a i ceny biletów nie są zbyt wygórowane. Kilkugodzinne bilety czasowe możemy kupić u kierowcy za 1,50 € w jedną stronę (bilet obowiązuje również na przesiadkę). Możemy też wyrobić sobie coś w stylu karnetu wieloprzejazdowego lub biletu tygodniowego. Wszystkie przydatne informacje znajdują się na stronie maltańskiego przewoźnika.

Link do strony: https://www.publictransport.com.mt/

A jeśli zdecydujemy się przemierzać wyspę na własną rękę samochodem? Na Maltę raczej ciężko dostać się własnym autem, więc wypożyczalni jest całkiem sporo. Możemy jeszcze w Polsce zamówić przez internet auto w jednej z globalnych sieciówek typu Hertz, Sixt, Avis, itp., a później wygodnie odebrać samochód już na lotnisku. Jedyny minus jest taki, że wypożyczalnie robią zabezpieczenie na karcie kredytowej do wysokości nawet 1100 € w razie stłuczki, jakiś uszkodzeń lub zarysowań. Oczywiście jeśli auto wraca do wypożyczalni w pierwotnym stanie, zabezpieczenie jest zwracane na kartę:). Jazda wypożyczonym samochodem jest bardzo wygodna, możemy zaoszczędzić sporo czasu i dojedziemy nim w każde najodleglejsze nawet miejsca. Ceny są bardzo zróżnicowane i mogą się zmienić z dnia na dzień. Począwszy od około 50 € za tydzień skończywszy na 60 € za dzień, za samochód z najmniejszą pojemnością silnika. Wahania cen uzależnione są na pewno od sezonu turystycznego i zapotrzebowania na usługi wypożyczalni. Za fotelik dziecięcy zapłacimy dodatkowo około 7 € za dzień. To co może spędzać sen z powiek to lewostronny kierunek jazdy (tak jak w Wielkiej Brytanii;) i styl jazdy maltańskich kierowców, których najgorszą kategorię stanowią kierowcy autobusów i taksówkarze :)… No ale cóż, no risk no fun!

Golden Bay, czyli nie wszystko złoto co się świeci

Malta Golden Bay plaża opinie z małym dzieckiem

Malta kusi pięknymi piaszczystymi plażami, malowniczymi zatoczkami o kolorze wody, której nie powstydziłby się Photoshop oraz ciepłem i słoneczną pogodą przez większą część roku. Najbardziej kuszą oczywiście te plaże z bogatą infrastrukturą turystyczną, możliwością wynajęcia leżaków, parasoli, beach barami etc. Pierwszą plażę, na którą się wybraliśmy była Golden Bay w północno-wschodniej części wyspy. Piasek na plaży może i miał kolor złota, ale takiego mocno zanieczyszczonego przez śmieci, niedopałki papierosów, szkło, papierki, sznurki i inne. Słowem, troszkę tu brudno:)… Turyści brudzą, to fakt. Ale z drugiej strony turyści są nieodzownym elementem sektora turystycznego, który jest największą gałęzią maltańskiej gospodarki. Skoro turyści nabrudzili, to przecież ktoś może zarobić na posprzątaniu po nich:). Podróżując z dzieckiem zwracamy większą uwagę na czystość i higienę w jakiś ogólnodostępnych dla turystów miejscach. Malta trochę rozczarowała nas pod tym względem. Takie luźne, południowe podejście do czystości;). Ale możliwe, że podróżując tylko we dwójkę w ogóle nie zwrócilibyśmy na to uwagi:). Niepomni na pewne niedogodności, postanawiamy zażyć kąpieli słonecznej i popluskać się w morzu. Nasz maluch z początku nie ufa falom, ale po chwili ciągnie nieprzerwanie do wody. Na koniec zadowolony z siebie tarza się w piasku. Piasek i krem przeciwsłoneczny skutecznie opanierowały brzdąca, zakleiły oczy, uszy i nozdrza. Czas uciąć te radosne zabawy i doprowadzić się do porządku. Wypatrzyłam gdzieś na horyzoncie napis „shower”. Zadowolona z siebie ciągnę moją umorusaną świnkę pod prysznic do publicznej toalety. Pan obsługujący ten przybytek z uśmiechem na twarzy prowadzi mnie do kanciapy i odkręca węża ogrodowego z zimną wodą. Dociera do mnie w tym momencie, że to jest ten shower:)… Zimna woda automatycznie wywołuje płacz u spokojnego do tej pory krzykacza. Pan tłumaczy mi jeszcze, że mały płacze, pewnie przez tą zimną wodę… No cóż, ciężko by mi było na to wpaść;). Cała przygoda z wężem ogrodowym kosztowała nas pół euro. Czystość bezcenna! Na koniec chcę jeszcze umyć ręce. Kolejne zdziwienie. Brytyjskie, starodawne kurki. Osobno z ciepłą, osobno z zimną wodą. I weź tu zrób człowieku letnią? Było to jednak bez znaczenia, gdyż z obu leciała zimna:)…

Plaża Golden Bay Malta opinie

(Nie) uprzejmość

Zazwyczaj podróżując jako turyści mamy nadzieję, że w kraju do którego jedziemy będziemy traktowani z uprzejmością, serdecznością, z uśmiechem. Przecież w końcu karmimy ten przemysł i coś nam się od niego należy?! Kolejne maltańskie zaskoczenie. Niby wszystko ok, ale czasem detal robi różnicę i podskórnie czuje się, że nasza obecność w danym miejscu jest komuś co najmniej obojętna. Wystarczy menu podane w restauracji od niechcenia, leniwe przeciągłe spojrzenie, gdy prosisz kelnera o podgrzanie w mikrofali jedzenia w słoiczku dla bąbla, niewydanie reszty z zamówienia, sfochowana mina kasjerki w supermarkecie lub ignorancja sprzedawcy w sklepie z pamiątkami. Z drugiej jednak strony czy mamy prawo wymagać od kogokolwiek jakiejś serdeczności? Przecież to my jesteśmy tu gośćmi, korzystającymi z uroków wyspy. Zapełniamy wszystkie bary i restauracje, jesteśmy głośni, robimy tłok i ścisk, śmiecimy, napędzamy turystyczną machinę, która oprócz plusów ma też oczywiście swoje minusy, chociażby szkodzi środowisku naturalnemu, wykorzystuje zasoby ziemi. Może Maltańczycy są już po prostu zmęczeni turystami, tak samo jak mieszkańcy Barcelony, czy innych miast? Swoją drogą ciekawe jak my Polacy jesteśmy odbierani przez turystów przyjeżdżających do naszego kraju;)?

Przereklamowane atrakcje

W każdym miejscu na świecie, który żyje z turystyki, znajdziemy jakieś przereklamowane atrakcje. Zepsute i zmanierowane przez chęć zysku. Poza sezonem pewnie jest w nich spokojniej, nie ma żarłocznych hord turystów domagających się leżaka, hot-doga i zimnego piwa. No właśnie, a kiedy to „poza sezonem” wypada na Malcie? Mieliśmy nadzieję, że będzie to przełom października i listopada. Przyjezdnych na pewno zdecydowanie mniej niż w cieplejszych miesiącach, aczkolwiek na tyle dużo, aby mogło to zepsuć magię pewnych miejsc. Nasza maltańska frustracja to wycieczka na wysepkę Comino oraz wypad do Blue Grotto. Promy na Comino i nieco dalej położoną i większą wyspę Gozo odpływają codziennie z dużą częstotliwością z miejscowość Ċirkewwa, która położona jest na północy Malty na półwyspie Marfa. Wycieczkowi naganiacze czekają już w porcie na autobusy z turystami i wręczają ulotkę reklamującą wycieczkę na Blue Lagoon. Za 10 € od osoby możemy dostać się na Comino tam i z powrotem. W pół godziny dopływamy do błękitnej laguny. Może i woda w zatoczce jest turkusowa, ale to co rzuca się bardziej w oczy to tłok na mikroskopijnej plaży, na której mieści się chyba tylko siłą woli zaskakująco duża ilość leżaków i parasoli, tłok w wodzie, tłok przy budkach z jedzeniem, napojami i pamiątkami. Czujemy się przytłoczeni. Ruszamy poszukać „własnego” skrawka ziemi, gdzie można w spokoju przysiąść i podziwiać okoliczności przyrody. Niestety pogoda ma względem nas inne plany. Ulewa wygania nas pod dachy budek gastronomicznych. Stoimy tam wraz z innymi wycieczkowiczami, czekając na rejs powrotny...

Malta pogoda - czy pada deszcz

Sea Adventure Blue Grotto Malta opinieWypad na południe wyspy do Blue Grotto nie udał się wcale lepiej. My i dziesiątki innych turystów dowiezionych w to miejsce autokarami mamy nadzieję na krótki, około 20 minutowy rejs łodzią (cena ok. 8 € od osoby) po okolicznych zjawiskowych zatoczkach i grotach. Niestety w tym dniu wiatr był na tyle silny, że żadna łódka nie była w stanie wypłynąć. Błąkając się trochę w kółko i bez celu rozważamy jeszcze, czy podjechać autobusem do pobliskich klifów Dingli. Rozważania prowadzą nas do jednej z wielu tutejszych knajpek, gdzie chcemy napić się w spokoju kawy. Kolejne rozczarowanie. Kawy nam nie podadzą (chociaż na kontuarze stoi ekspres;), za to lunch jak najbardziej. Mamy dość, wracamy.

 

Las Palmas, czyli najciemniej pod latarnią

Las Palmas Malta - wakacje z niemowlakiem opinie

Czasem wystarczy zejść z utartego szlaku i odczepić się od turystycznego ogona, żeby odkryć miejsca kameralne, zaciszne i spokojne, takie w które chcemy uciec od zgiełku miasta, takie których nie ma w turystycznych przewodnikach. Czasem szukamy daleko, a okazuje się, że są tuż za rogiem, dosłownie pod naszym nosem i odkrywamy je całkiem przypadkowo. Gdy nie przyjeżdża kolejny autobus, na który czekamy od pół godziny, zniechęceni idziemy na kawę do pobliskiej restauracyjki Las Palmas. Z frontu wygląda niepozornie. Parę stolików, parasoli, trochę brudnawo, łuszcząca się farba na fasadzie budynku i szyld, który chyba dawno odpadł, ale oparty o ścianę, resztkami sił, godnie reprezentuje lokal. Za to na tyłach restauracji odkrywamy prawdziwy skarb. Stoliki ustawione przy samej plażyczce, widok na morze, szum fal i leniwe podmuchy wiatru, które smagają po twarzy i niosą ze sobą szelest liści palm. Nawet najgorsza kawa w takim miejscu będzie smakowała wybornie. A po filiżance można z bąblem pogrzebać w piasku, pomoczyć stópki w wodzie lub po prostu powygrzewać się w słońcu:). A wszystko w oczekiwaniu na następny autobus.

apartament na wakacje z dzieckiem na Malcie opinie gdzie Malta z małym dzieckiem opinie zwiedzanie transport publiczny

Kolejna perełka odnaleziony nieopodal domu to wieża Madliena, jedna z trzynastu wież obserwacyjnych wybudowanych na Malcie w XVII w. Każda z wież znajduje się w zasięgu wzroku sąsiedniej. Kiedyś pełniły funkcje obserwacyjno-ostrzegawcze i informowały o nadciągających pirackich statkach. Dziś zdobią horyzont.

wieża Madliena Malta atrakcje

W poszukiwaniu urokliwych zatoczek i plaż trafiamy na Tuffieħa Bay. Leży nieopodal obleganej Golden Bay, ale jest trudniej dostępna ze względu na strome zejście po schodach. Pewnie dlatego bardziej klimatyczna. Z klifu górującego nad plażą rozciąga się piękny widok.

Smutna prawda o budowach

Jaki jest maltański krajobraz? Tam gdzie nie ma zabudowań jest trochę pofałdowany, usiany małymi poletkami lub tarasami uprawnymi, okraszony zatoczkami wcinającymi się ostro w ląd, piaszczystymi plażami i klifami. Do tego w gruncie rzeczy niewysoki. Najwyższa „góra” na Malcie znajdująca się w jej południowej części to Ta’Dmejrek (253 m.n.p.m.). Zabudowa miejska jest dość gęsta i ciasna. Na Malcie buduje się dużo. Praktycznie w każdym miejscu, w którym byliśmy, widzieliśmy na horyzoncie żurawie budowlane. Ulicami jeżdżą dziesiątki ciężarówek, które wożą sprzęt i materiały na budowę. Z jednej strony powstaje dużo hoteli, apartamentowców i penthous’ów, a z drugiej widać masę rozgrzebanych, porzuconych w środku budowy straszydeł i pustostanów, które z jakiś powodów nigdy nie doczekały się swoich właścicieli ani gości hotelowych. A kto buduje to co będzie nowe i piękne? W przeważającej części spotykamy w takich miejscach przybyszów z Afryki Północnej, którzy nazywani potocznie tanią siłą roboczą przyjeżdżają na Maltę po lepsze pieniądze. Z plecakami przykurzonymi od pyłu z budowy, w obuwiu ochronnym, jeżdżą razem z nami autobusami, czekają na przystankach. Bladym świtem zbierają się w miejscach, z których odbiera ich transport dowożący pracowników na budowę. Budują domy, w których nigdy nie zamieszkają, a które staną się oazą spokoju na stare lata dla brytyjskich emerytów lub jakimś 4-gwiazdkowym hotelem.

Apartamentowce na Malcie hotele opinie

Coś pozytywnego

W 24h nie da się zaplanować dobrze przemyślanej wycieczki i sporządzić listy atrakcji, które najbardziej przypadną nam do gustu. Na brak konkretnych planów pozostaje coś co nazywamy spontanem lub elastycznością. Wypady planujemy z dnia na dzień, zawsze biorąc głównie pod uwagę możliwości malucha. Przewodnik po Malcie czytamy na bieżąco i traktujemy raczej jako inspirację, a nie wyznacznik konkretnych celów turystycznych.

Zwiedzanie wyspy zaczynamy od jej stolicy Valletty. Odrywamy się od głównej arterii starego miasta (ul. Republiki), którą płynie nieprzebrana ludzka rzeka. Kluczymy jej bocznymi odnogami, gdzie można poczuć się bardziej swojsko, przysiąść w małej knajpce lub po prostu kupić banany dla malucha ze straganu z owocami :). Klimat wąskich uliczek, które wiodą raz w górę raz w dół, mieszkań z charakterystycznymi „maltańskimi” balkonami jest bardzo magnetyczny. Długo spacerujemy w tej plątaninie, ciekawsko podglądając zwykłe życie Maltańczyków. Z murów obronnych roztacza się przepiękny widok na morze. A wewnątrz swoich murów Valletta skrywa wiele atrakcji turystycznych, m.in.: konkatedra św. Jana, Narodowe Muzeum Archeologiczne, Teatr Manoela, Lascaris War Rooms, Szpital Rycerzy Zakonu św. Jana. Odwiedzających przyciągają też ogrody (Hastings Gardens, Lowwer i Upper Barracca Gardens), w których można odpocząć na ławeczce i podzielić się kanapką z kotem, który właśnie nas sobie upatrzył:) Koty na Malcie mają się bardzo dobrze:).

Valetta Malta opinie Valletta opinie z małym dzieckiem Malta wakacje Malta z niemowlakiem opinie - zwiedzanie transport publiczny Valetta

Czy pamiętacie kreskówkę i film o Popeye’u? Jeśli nie, to Popeye Village pomoże wam ją sobie przypomnieć i przenieść się do lat dzieciństwa dzięki zachowanej scenografii z filmu o dzielnym marynarzu;). Wioska i scenografia została zbudowana na potrzeby filmu z 1980 r. (rolę Popeye grał Robin Williams) nieopodal miejscowości Mellieħa. Nam najbardziej spodobały się śmieszne, kolorowe domki wybudowane na klifie. Uroku dodaje zatoka Anchor Bay z lazurową wodą, w której można popływać, a później poleniuchować i powygrzewać się leżąc na łóżkach. W Popeye Village odnajdą więcej uciechy starsze dzieci, chociaż i nasz brzdąc bardzo chętnie eksplorował wioskę w każdym możliwym kierunku:). Cena za bilet ok. 15 € od osoby dorosłej. Link do strony: https://popeyemalta.com/

Popeye Miasteczko Malta atrakcje co zobaczyć z dzieckiem Miasteczko Popeya opinie atrakcje Malta Valetta

Mdina leży w środkowej części wyspy. Za murami miejskimi znajdziemy stare miasto z labiryntem wąskich uliczek, romantycznych zaułków i wypolerowane od turystycznego tupotu posadzek. Cichsza i skromniejsza od Valletty Mdina przypadła nam bardzo do gustu. Położona jest na wzgórzu, z którego roztacza się widok na pobliski Rabat i Mostę z ogromną kopułą kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Na horyzoncie majaczy jeszcze morze. Odpuszczamy atrakcje opisane w przewodniku na rzecz lunchu w knajpce z takim właśnie widokiem. A widok na talerzu psują tylko chipsy dorzucone do tostów, na brytyjską modłę;).

Mdina Malta zwiedzanie z dzieckiem opinie

Do miejscowości Mellieħa trafiamy w sumie przejazdem i trochę po to, aby zapełnić żołądki. Nieopodal kościoła Naszej Pani Zwycięskiej położonego na wzniesieniu trafiamy na plac zabaw i kawiarenkę, z której widać pobliskie wyspy Comino i Gozo. Kawa w takim miejscu obowiązkowa! A przy okazji nasz maluch może wyszaleć się na placu zabaw.

Bobas radzi

Gdy kończą się zapasy kaszek, mleka i deserków zabranych z Polski z pomocą przychodzą maltańskie supermarkety (np. Scotts, Valyou). Bez problemu kupimy w nich owocowe tubki, gotowe obiadki, przekąski, artykuły higieniczne dla maluchów etc. Warto również pamiętać, że woda z kranu na Malcie nie nadaje się do picia. Jest pozyskiwana wprost z morza i odsalana, jednak słonawy posmak zostaje. Dlatego do gotowania i picia trzeba używać wody butelkowanej. Maluch potrzebuje również kremu z wysokim filtrem, nakrycia głowy i bluzy pod ręką (gdy zrobi się chłodniej lub zawieje silniejszy wiatr). Listopad to już zima na Malcie, a zimą pada tu deszcz. Pokrowiec przeciwdeszczowy na spacerówkę lub parasol również mogą być pomocne. W terenie dobrze sprawdzą się duże spacerówki z porządnymi, pompowanymi kołami. Jednak z drugiej strony, zwiedzając wyspę autobusem lepiej zabrać zwykłą lekką, składaną „parasolkę”. Gdy kierowca nie chce nas wpuścić do autobusu, można ją po prostu złożyć jednym palcem i wziąć pod pachę:). Manewrowanie wózkiem po maltańskich chodnikach nie należy do najłatwiejszych. Jeśli narzekacie na wysokość polskich krawężników podczas spacerów z wózkiem, to te maltańskie przyprawią was o ból głowy. Są wysokości małego źrebaka;). Na bezdrożach może również przydać się nosidło turystyczne, np. podczas spaceru wzdłuż klifów lub po kamienistej plaży. A jeśli pech zechce, że w trakcie podróży żywota dokona wasza spacerówka, to w Valletcie jest sklep Mothercare z różnymi bobasowymi akcesoriami. Jedna z naszych maltańskich „pamiątek” to właśnie nowa „parasolka”;). Chociaż lepszą pamiątką byłyby oczywiście maltańskie wyroby z kolorowego szkła;). Warto pamiętać też o adapterach do gniazdek, gdyż te maltańskie są identyczne jak w Wielkiej Brytanii. Malta jest droga, warto zabrać też worek pieniędzy, albo nawet dwa;).

Maltański chleb powszedni

To taki chleb z twardą, chrupiącą, mocno przypieczoną, aromatyczną skórką i delikatnym miękkim środkiem. Bardzo smaczny, uzależniający i idealny do wyczyszczenia talerza po spaghetti:). Oprócz maltańskiego chleba na stół polecają się również maltańskie dżemy i likiery owocowe. Najpopularniejsze są chyba te z opuncji figowej, czyli… kaktusa :). Pastizzeria kusi za to różnymi wytrawnymi przekąskami w formie wypieków z ciasta francuskiego wypełnionego farszem. Obowiązkowy punkt dla każdego zgłodniałego turysty. Można szybko wrzucić coś na ząb i ruszać dalej. Nie należy zapominać o daniach z królika. Ogólnie kuchnia maltańska to przede wszystkim mieszanka kuchni śródziemnomorskiej (głownie włoskiej) i brytyjskiej (pamiątka z czasów brytyjskiej dominacji). Nie dziwi więc fakt, że do zamawianej w kawiarni herbaty dostajemy obowiązkowo dzbanuszek ciepłego mleka:)…

***

Urlop na Malcie skończył się szybko, jak to urlop. Wracamy do Polski mając w głowie tysiące obrazów i przemyśleń. Nie wszystko nam się podobało, wiele rzeczy nas zaskoczyło. Pomimo tego uważam, że na Malcie każdy znajdzie coś dla siebie. Tętniące życiem nocnym miejscowości turystyczne, nieco spokojniejsze kameralne miejscówki, plaże, leżaki i parasole, rejsy, muzea, stanowiska archeologiczne, wodne parki rozrywki dla całych rodzin i wiele, wiele innych. Sądzę, że Malta dobrze leczy polskie kompleksy. Mamy u siebie prawie wszystko: wysokie i niskie góry, jeziora, rzeki, morze, piaszczyste plaże i klify, przebogatą faunę i florę. Czy czegoś możemy jednak Malcie pozazdrościć? Na pewno ilości dni słonecznych w ciągu roku, to jest nie do przebicia;)!

****

Niektóre lotniska mają w poczekalniach dla podróżujących fortepiany. Praktycznie każdy, nawet domorosły meloman znający parę nut na krzyż może zasiąść przy nim i coś zagrać. Muzyka łagodzi obyczaje, wiadomo. Czekamy z bagażami na nasz lot do Polski obok takiego właśnie fortepianu. „Pianiści” i melodie zmieniają się dość szybko. Nagle dopadają nas znajome, bliskie sercu, polskie dźwięki. Wzruszenie chwyta za gardło, gdy z fortepianu płynie „Cichosza”. Nasz bąbel zaczyna spontanicznie bić brawo:). Radośnie jest wracać do domu w takiej atmosferze:).

Rebeka von Jurgen

Sprawdź również: Malta - temperatury - pogoda - kiedy jechać?