Chiny i Japonia od lat budziły naszą ciekawość. Gdy pojawiła się oferta obejmująca zwiedzanie obu krajów w ramach jednej podróży, długo się nie zastanawialiśmy. Czy było warto? Czy wycieczka "Chiny i Japonia - dwa oblicza Orientu" spełniła nasze oczekiwania? Czy na tak intensywna wycieczkę można wyjechać z dziećmi? Już podpowiadamy! W tym wpisie czeka na Was relacja z pierwszej części wycieczki po Chinach, w kolejnym przedstawimy nasze wrażenia z Japonii. PS: to nie jest wpis sponsorowany, to nasza subiektywna ocena.
Wycieczka objazdowa Chiny i Japonia od Rainbow Tours
"Chiny i Japonia - dwa oblicza Orientu" dostępna jest (ewentualnie była w zależności kiedy czytacie) w dwóch opcjach. Do wyboru 9 i 10 noclegów, program bardzo zbliżony, różnica zasadnicza to rozkład lotów: w opcji z 10 noclegami możecie liczyć na bezpośredni przelot Warszawa-Pekin, co w przypadku zmiany czasu i rozpoczęcia zwiedzania tuż po przylocie (wczesne godziny poranne) robi dużą różnicę. Kolejnymi różnicami w programie jest przejazd szybkim pociągiem w Chinach, a w drugiej opcji krajowy przelot samolotem. Jednak poza przelotem tym, co było dla nas najważniejsze były 2 noclegi w Tokio (w opcji z 9 noclegami możecie liczyć tylko na 1 nocleg w Tokio i bardzo krótki program zwiedzania). 2 noclegi w Tokio uważamy za całkowite minimum, dlatego wybraliśmy właśnie tą opcję. 


Podróż na przełomie października i listopada okazała się strzałem w dziesiątkę. Mieliśmy genialną pogodę. W Pekinie wieczory i poranki były bardzo chłodne (nawet na minusie), jednak w ciągu dnia temperatury dochodziły do 18 stopni. W kolejnych lokalizacjach pogoda zmieniała się tylko na plus.
Pekin i okolice - co zobaczyliśmy?
W Pekinie wylądowaliśmy o 04:00 rano! Po kontroli paszportowej, odbiorze bagaży i szybkiej kawie, od godz. 06:00 zaczynamy zwiedzanie! Tu pierwsza niespodzianka. Program uległ nieco zmianie, co nie jest niczym nadzwyczajnym w przypadku wycieczek zorganizowanych, jednak przeciągnięcie grupy po całonocnej podróży od godz. 6:00 do godzin popołudniowych wzbudziło mieszane emocje. Dobrze, że mieliśmy batony proteinowe, bo faktycznie nie było czasu, żeby zjeść śniadanie :)

Co zobaczyliśmy pierwszego dnia? Obiekty olimpijskie ze słynnym stadionem - Ptasim Gniazdem. Olbrzymie wrażenie zrobiły na nas Plac Niebiańskiego Spokoju (Tian’anmen) i Zakazane Miasto. Samo wejście na teren największego placu na świecie (Plac Niebiańskiego Spokoju) podlega restrykcyjnej kontroli. Nie wniesiecie tam nawet czystej kartki papieru i nic innego, co umożliwiłoby jakiekolwiek "polityczne demonstracje". Na placu znajduje się 38-metrowy pomnik Bohaterów Ludu oraz mauzoleum Mao Zedonga. Oczywiście temat masakry na placu Tian’anmen nie może być oficjalnym tematem poruszanym podczas wycieczki zorganizowanej (wszystkie grupy turystyczne oprowadzane są przez chińskiego przewodnika i polskiego pilota). Pałac Cesarski, jeszcze do początku XX w. był niedostępny dla osób spoza dworu cesarskiego. Z kolei park Jingshan, pełnił w przeszłości rolę miejsca odpoczynku cesarzy – roztacza się stąd przepiękny widok na Zakazane Miasto.

To co w naszym przypadku jest niezmienne, to że po zakończeniu programu oficjalnego, zaczynamy zwiedzanie własnymi ścieżkami. Po intensywnym początku dnia należał nam się godzinny odpoczynek i czas na odświeżenie, dalej już tylko lokalna kuchnia i gubienie się w nieturystycznych uliczkach Pekinu. A jest gdzie się gubić. Wiedzieliśmy, że zmierzamy w dobrym kierunku (czyli tam, gdzie turyści nie chodzą), gdy "lokalsi" zaczęli sobie robić z nami zdjęcia. Trzeba przyznać, że Chińczycy są bardzo przyjaźni, pomogą na każdym kroku, nawet jeśli ich znajomość angielskiego jest żadna. Lokalne uliczki to też lokalna kuchnia w której zjecie za niewyobrażalnie niską cenę.

Z praktycznych informacji: warto zainstalować sobie aplikację AliPay i połączyć ją z Waszą kartą wielowalutową. W zasadzie wszędzie płatność odbywa się za pomocą kodów QR. Szybko, sprawnie i bez niepotrzebnych drobniaków w kieszeni (zupełnie inaczej niż w Japonii, w której rządzi gotówka). O ile Google Maps nie działa, to już mapy od Apple działają świetnie (łącznie z funkcjonowaniem metra itp.). Z resztą metro to jedyna polecana przez nas opcja poruszania się po Pekinie, chyba że lubicie stać w korkach.

Kolejny dzień w Chinach zaczynamy zwiedzaniem Świątyni Niebios. To jeden z najbardziej znanych obiektów ze światowej listy dziedzictwa UNESCO. Kompleks był odwiedzany przez cesarzy Chin z dynastii Ming i Qing w czasie corocznych ceremonii, w czasie których modlono się do Nieba o obfite plony rolne.

Dalej udaliśmy się na degustację i pokaz tradycyjnego parzenia herbaty. Trzeba przyznać, że prowadząca w bardzo atrakcyjny sposób przekazywała swoją wiedzę i cała grupa była zadowolona. Jednak tego dnia czekaliśmy na coś dla nas wyjątkowego...

Chiński Wielki Mur - Wielkie WOW
Jednego tego dnia byliśmy pewni: mamy piękną pogodę. Widoczność level MASTER i +19 stopni to warunki perfekcyjne. Zastanawialiśmy się tylko, czy na miejscu zastaniemy tłumy znane z niektórych relacji. Jednak po dotarciu do celu czekała na nas kolejna miła niespodzianka - warunki bardzo kameralne.

Pozostało nam już tylko się wspinać i cieszyć widokami. Tu musimy zaznaczyć, że niezła "ścieżka zdrowia" i cześć osób z grupy zrezygnowała z wchodzenia na najwyższe punkty. Ale nie nasze dzieci :) Młodzież wybrała najbardziej strome podejście, z najbardziej spektakularnymi widokami na góry. My z kolei wybraliśmy "bardziej turystyczne" podejście, które również uroczyło nas malowniczymi widokami.

Wielki Mur Chiński to w rzeczywistości nie jedna budowla, lecz system wielu murów obronnych, sieci fortów i wież obserwacyjnych osłaniających północne Chiny przed najazdami ludów z mongolskich i tureckich. Pierwszy "Wielki Mur" wzniesiono w III w. p.n.e., choć pierwsze wzmianki o wałach obronnych odnotowano już w 656 r. p.n.e.. Wg. różnych źródeł przy budowie fortyfikacji z wycieńczenia zginęło ponad milion robotników. Dziś te wyjątkowe budowle są jedną z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji turystycznych wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO, a od 2007 uznaną za jeden z siedmiu nowych cudów świata. Dla nas to jedno z tych miejsc, w których żadne słowa nie są w stanie oddać uroku i potęgi przyrody w połączeniu z konstrukcją wzniesioną przez człowieka. Przy okazji zachęcamy Was do śledzenia naszego Instagrama:
Wyświetl ten post na Instagramie

Ten dzień zwiedzania "z grupą" zakończyliśmy tradycyjną kaczką po pekińsku i wieczornym spacerem po handlowym centrum Pekinu.

Kolejnego dnia udaliśmy się do Letniego Pałacu, jednak po drodze przystanek na wizytę w "fabryce pereł". To typowy turystyczny punkt z naciskiem na sprzedaż pamiątek i wyrobów jubilerskich z perłami. Z naszej perspektywy i znacznej części grupy strata czasu (wolelibyśmy zdecydowanie udać się np. do ZOO i zobaczyć Pandę). Wyjazd zorganizowany rządzi się jednak swoimi prawami i musieliśmy to przetrwać, jednak piękna pogoda i kolejny punkt programu w 100 % nas dopieściły.

Kompleks parkowo-pałacowy Pałacu Letniego to ponad 3,3 km2 powierzchni, z czego ok. 2/3 zajmuje sztuczne jezioro Kunming. W kompleksie znajdują się liczne ogrody, altanki, pawilony i rezydencje - łącznie ok. 3 tys. obiektów. Najważniejsze z nich to Pałac Dobroczynności i Długowieczności, Pałac Nefrytowych Fal, w którym więziony był Guangxu, kilometrowy ganek zwany Długim Korytarzem czy Pałac Rozwianych Obłoków. Wspomniany Długi Korytarz prowadzi do Marmurowej Łodzi (wybudowanej ironicznie przez Cixi za pieniądze przeznaczone na rozbudowę floty) i niewielkiej wysepki, na której wznoszą się Pawilon Oczyszczenia Serca i Wieża Powitania Wschodzącego Słońca. Czy polecamy wizytę w Pałacu Letnim? Zdecydowanie! Jeśli traficie na piękną pogodę, zdecydowanie warto zatrzymać się tu chwilę dłużej.

Tego dnia w programie mieliśmy również zwiedzanie dzielnicy Hutongów, czy tradycyjnych wąskich uliczek Pekinu z zabudowaniami z 800-letnią historią typu siheyuan (czworokąty z dziedzińcem). Takie zabudowania zauważycie nie tylko w najbardziej popularnym miejscu odwiedzanym przez tłumy turystów. Z wycieczką traficie do dzielnicy Hutongów, która obecnie pełni rolę stricte turystyczną z mnóstwem barów, lokalnych restauracji i sklepów z pamiątkami. Jednak w Pekinie w wielu miejscach znajdziecie jeszcze Hutongi, które nadal pełnią funkcję mieszkaniową.

Jak tłoczno potrafi być w Pekinie? Ojjj bardzo :) 
Ten dzień zakończyliśmy wieczornym spacerem, kilkoma przesiadkami w metrze i powrotem do hotelu przed wylotem do Szanghaju.

Szanghaj - inne oblicze Chin
Poranny lot z Pekinu do Szanghaju to tylko 2 godziny i 15 minut. Na początek zwiedzania Szanghaju przejechaliśmy się Maglevem, czyli szybką koleją magnetyczną łączącą lotnisko ze stacją Longyang Road. Komfortowy przejazd pociągiem z prędkością z prędkością 300 km/h robi wrażenie, choć prędkość zdecydowanie bardziej widać i czuć gdy stoi się na zewnątrz przejeżdżających pociągów typu Maglev czy japońskie Shinkanseny. Aż trudno uwierzyć, że takie połączenie otwarto już w 2004 roku, a jeszcze trudniej uwierzyć, że pierwsze japońskie koleje szybkich prędkości (czyli pierwsze Shinkanseny) otwarto już w 1964 r.. Do Japonii jeszcze kilka dni, więc zostańmy na razie w Szanghaju, który jest zupełnie inną odsłoną Chin niż stolica.

Zaczynamy zwiedzanie Szanghaju, zwanego czasem Paryżem wschodu, pięknego i bogatego miasta kupców i przemysłowców. Samo miasto choć nie jest stolicą kraju, jest najludniejszym miastem w Chinach. Całą metropolię (jednostkę administracyjną) wg. różnych źródeł zamieszkuje ok. 26-29 mln mieszkańców (a to jeszcze nie najludniejsze miasto, które odwiedzimy podczas tej wycieczki).


Szanghaj to też jedno z największych skupisk wieżowców na świecie. Szczególnie dobrze to widać spacerując po Bundzie, czyli dzielnicy z neoklasycznymi budynkami przypominającymi te, powstające w latach 30-tych XX w. w Nowym Jorku. Po drugiej stronie rzeki Huang Pu wznosi się ponad setka budynków o wysokości przekraczającej 150 metrów, a wśród nich Shanghai Tower - 632 m (128 pięter); Shanghai World Financial Center - 492 m (101 pięter) czy Jin Mao Tower - 421 m (88 pięter). Nie mogliśmy przegapić takiej okazji i zdecydowaliśmy się podziwianie niekończącej się panoramy Szanghaju z najwyższego budynku w mieście.

Wieczór spędziliśmy na Nanjing Street - głównej ulicy handlowej Szanghaju. To miejsce w którym życie tętni do późnych godzin nocnych. Zwiedziliśmy Stare Miasto (Stary Szanghaj) - Yuyuan.


Pomimo, że nasz hotel znajdował się na obrzeżach Szanghaju, nie było problemów z powrotem (oczywiście jak zwykle program wycieczki to dla nas za mało, więc zostaliśmy w centrum). Metro w Szanghaju jest bardzo intuicyjne, bardzo tanie i chyba nie ma lepszego sposobu na szybkie poruszanie się po mieście. Co ciekawe możecie tu liczyć na sieć liczącą ponad 800 kilometrów, 500 stacji i 19 linii, a zaczęto je budować w 1990 roku (metro w Warszawie zaczęto budować w 1983 r. i ma obecnie 41,5 km).
Suzhou i Tongli
Kolejny poranek zaczęliśmy od wizyty w Fabryce Jedwabiu. Poznaliśmy proces produkcji jedwabiu, była też możliwość zakupów, my jednak wybraliśmy się kawkę i małą przekąskę w okolicy.

Dalej czekała na nas wizyta w Ogrodzie Mistrza Sieci. To prawdziwe arcydzieło chińskiej sztuki ogrodów. To jeden z najmniejszych ogrodów w Suzhou, jednak jest też jednym z najpiękniejszych ze względu na wyjątkowe wykorzystanie przestrzeni. Zwiedzając posiadłość bogatego urzędnika państwowego mamy wrażenie, jakbyśmy zwiedzali znacznie większy teren niż jest on w rzeczywistości.

W programie wycieczki zaplanowano również wizytę w miasteczku Tongli. To położone na wodzie urocze miasteczko nazywane jest Wenecją Wschodu. Miasto zachowało swój historyczny klimat, a cisza i spokój (poza głównym placem) wspaniale współgrają z zabytkowymi kamiennymi mostami, klasycznymi ogrodami oraz domami o białych ścianach i czarnych dachach, pamiętających czasy dynastii Ming i Qing. Jeśli będziecie w Szanghaju, warto przejechać niecałe 100 km i zobaczyć to miasto na wodzie.


Zwieńczeniem dnia było niezwykłe show artystyczno-akrobatyczne - Era Intersection of Time. Spektakl przedstawia ewolucję Chin – od starożytnej kultury, przez czasy współczesne, aż po futurystyczną wizję przyszłości. Za produkcję odpowiadał m.in. dyrektor związany z Cirque du Soleil, co jest gwarantem najwyższej jakości pokazu. Spektakl zachwyci zarówno tradycjonalistów poszukujących tradycyjnej akrobatyki, jak i fanów nowoczesnych technologii, bowiem doskonale łączy multimedia i efekty specjalne.

To już koniec naszej krótkie przygody w Chinach. Lecimy do Japonii poznać drugie, a w sumie to przynajmniej trzecie oblicze orientu. [Wkrótce relacja z Japonii na Dzieckowpodrozy.pl].
Wycieczkę Chiny i Japonia dwa oblicza orientu zarezerwujesz >> tutaj <<

![Dubaj z dziećmi zimą [relacja-atrakcje-opinie] dubaj wakacje zimą z dziećmi temperatury opinie](https://www.dzieckowpodrozy.pl/wp-content/uploads/dubaj-wakacje-zimą-z-dziećmi-temperatury-opinie.jpg)



