Z maluchami pod namiotem w Beskidzie Żywieckim

z dziećmi Beskid Żywiecki

Nasze córeczki Lenka i Weronika (2 i 4 latka) uwielbiają zabawę na świeżym powietrzu oraz rodzinne wycieczki w bliższe i dalsze okolice. Uznaliśmy, że już są na tyle duże by te dwie rzeczy połączyć i wybraliśmy się całą rodziną w góry, pod namiot. Trochę obaw oczywiście i tak było m.in. czy dziewczynki zasną w namiocie, czy nie będą się bały np. mrówek pod karimatą, czy brak zabawek i innych wygód nie będzie im przeszkadzał, … . a do tego nasze własne obawy dotyczące nas samych.

Jednak udało się! Wróciliśmy wypoczęci, zadowoleni, bogatsi o nowe wrażenia, doświadczenia, emocje i umiejętności oraz z wielką chęcią powrotu kolejny raz pod namiot w góry.

Po kolei jednak …

Zapakowani w dwa wielkie plecaki mnóstwem potrzebnych i jak się później okazało nie potrzebnych rzeczy ruszyliśmy z Rycerki Koloni w góry. Naszym celem była baza namiotowaw Beskidzie Żywieckim - Przysłóp Potócki. Maszerowaliśmy w górę, coraz wyżej i wyżej ….kiedy naszym oczom ukazały się pierwsze zarysy bazy przyszły nowe siły dzięki czemu dość sprawnie udało nam się zejść na miejsce. Tak tak, jak już wdrapaliśmy się na górę do bazy trzeba jeszcze dojść stromym zejściem.

Na powitanie nam wyszły dwie bardzo miłe dziewczyny i dwójka dzieciaków – 6-letni Mikołaj i 4-letni Franek, synowie bazowej Ilony. Drugą bazową była ciocia dziewczynek, która jest wielką miłośniczką gór. Nasze dziewczynki szybko złapały kontakt z chłopcami, którzy wprowadzili jew życie bazy i wciągnęli do wspólnej zabawy.

beskid żywiecki pod namiotem

Weronika i Lenka wiedziały z naszych opowiadań co ich czeka przez te 3 dni w górach ale ich radość nie miała końca, kiedy bazowe pokazały nam nasz nowy dom na kolejne trzy dni, czyli zwykły czteroosobowy namiot (można także przyjść ze swoim namiotem wtedy mamy miejsce zapewnione, w przeciwnym wypadku trzeba takie miejsce szczególnie w weekendy zarezerwować). Dla nas zwykły, jednak nie dla naszych córek, dla których każdy szczegół kolejnych dni był tak odmienny od tego który znają. Nas, zaraz obok radości córek cieszyły widoki wokół – góry, las i ten spokój bez pośpiechu i innych „zagłuszaczy” czasu.

Na początek zabraliśmy się do rozpakowania naszych wielkich plecaków w czym bardzo pomagały nam dziewczynki. Z wielkim przejęciem aranżowały nasz nowy dom i po kolei rozkładały niezbędny przedmioty w nim. Przy takich maluchach oprócz ubranek na zmianę (nie trzeba jednak ich mieć za wiele bo tutaj bardziej liczy się wygoda, uniwersalność i praktyczne zastosowanie ubrań niż ich wygląd) a w tym kurtki przeciwdeszczowej, kaloszy oraz cieplejszego kompletu warto mieć termos, sporo jedzenia (postawiliśmy na dżem, nutellę oraz kabanosy) i przekąsek (do najbliższego sklepu jakieś 2 godziny piechotą - tak było w naszym wypadku), soczki w kartonikach także się przydadzą oraz kredki i kartki (twórczość dzieciaków w takich okolicznościach wzrasta niesamowicie). O kubki, garnki czy sztućce nie trzeba się martwić ale warto mieć choćby kubki swoje bo o nie może być trudno jeśli ludzi będzie więcej. Oczywiście mieliśmy także śpiwory, naszą niezbędną i nieocenioną chustę i co bardzo ważne wygodne buty, także sandały są tutaj potrzebne. Nie zapomnijmy także o chusteczkach nawilżających i kiełbasie na ognisko!

Trochę o samej bazie …

Baza namiotowa Przysłóp Potócki jest miejscem raczej kameralnym z kilkoma namiotami, chatką bazowych, wspólną kuchnio – jadalnią oraz paleniskiem, gdzie toczy się wieczorne życie bazy. Są nawet toalety w pobliżu a i miejsce, gdzie można wziąć prysznic jeśli tylko przyniesie się wodę ze źródełka. Zaraz obok bazy znajduje się bacówka a w niej owieczki, kozy, koziołki a nawet krowa Izaura, którą codziennie na oczach dzieciaków jeden z górali doi, co dla nich jest wielką atrakcją.

Kiedy dziewczynki bawiły się z chłopcami goniąc to za owcami to za sobą nawzajem, szukając patyków bądź po prostu huśtając się w hamaku my popijaliśmy najlepszą herbatę pod słońcem zrobioną przez bazową Milenę (naszą ciocię) w cudownym otoczeniu gór. Aklimatyzacja całej naszej rodzinki przebiegła bardzo szybko i sprawnie – pokochaliśmy to miejsce bardzo szybko!

Ciocie wróciły do swoich zajęć a tych jest tu nie mało a my z gości bazy staliśmy się jej mieszkańcami. Czyli obowiązki nie minęły i nas. Zasady bazy są proste – to co zużyjesz musisz oddać czyli przynieść, znaleźć, nazbierać. Śmieci zabierasz ze sobą. Jednak nie to jak wygląda baza czy to co posiada a jej otoczenie i niezwykli bazowi świadczą o jej wyjątkowości.

góry z dzieckiem

Zabraliśmy się i my do „pracy” i ruszyliśmy wszyscy do źródełka po wodę potrzebnąna kolację. Każdego wieczoru na bazie organizowane jest ognisko w którego organizacji pomagają wszyscy. Akurat pierwszego dnia naszego pobytu na bazie odbywał się wieczór poetycki. Harcerze, którzy także nocowali w tym czasie co my tutaj czytali wiersze – byłam naprawdę pod wielkim wrażeniem tych młodych ludzi tak oddanych górom i swojej pasji.

w góry z dziećmi

5
Na kolację oczywiście były kiełbaski pieczone nad ogniskiem i chleb – dziewczynki zajadały się aż miło było patrzeć. A po kolacji i dniu pełnym w nowe wrażenia wszyscy poszliśmy spać. O żadnym usypaniu nie było mowy - dziewczynki zasnęły błyskawicznie.

Na noc przydatny jest cieplejszy zestaw ubrań- taka nasza rada.

Kolejny dzień na bazie pierwsza rozpoczęła Lenka budząc nas już po 7. Jednak na bazie dzieci się nie nudzą dlatego Lena szybko znalazła sobie zajęcie i cierpliwie czekała na pobudkę swojej siostry. Po kolei budzili się pozostali ale nie Weronika, której nie było w stanie obudzić nic ani szalejące dzieciaki wokół ani beczące owieczki tuż zza płotu.

Kiedy byliśmy już w komplecie poszliśmy ponownie do źródełka na poranną toaletę. Dziewczynki z rozwichrzonymi włoskami (ale kto tutaj zwraca na to uwagę) maszerowały pierwsze prowadząc nas do celu. Jak wszystkie dzieci i nasze uwielbiają zabawę z wodą więc przy źródełku nie obyło się bez przelewania, nalewania oraz podlewania. Mokrzy byliśmy wszyscy 🙂

Jak już wróciliśmy i zjedliśmy śniadanie ruszyliśmy na wycieczkę w wyższe partie gór. Naszym celem było schronisko na Przegibku.

z dziećmi w góry

7

Spakowaliśmy plecak, Lenę w chustę i ruszyliśmy do schroniska. Po drodze dość często przystawaliśmy na maliny i jagody (pychota!) aż w końcu udało nam się dotrzeć na miejsce. Podejście nie było zbyt łatwe a wymagało wysiłku dlatego tym bardziej byliśmy dumni,że dziewczynki a szczególnie Weronika, która szła większą część trasy na własnych nóżkach dała radę. Nasze córki od razu znalazły sobie zajęcie przy schronisku czyli bieganie czy zjeżdżaniena zjeżdżalni - po prostu wszędzie ich było pełno. A my zastawialiśmy się skąd mają tyle siły, jeszcze.

z dziećmi pod namiot w góry
Schronisko - góry z dzieckiem
10

Jakoś udało nam się je wciągnąć do środka budynku, gdzie zjadły obiad a kiedy my jedliśmy one bawiły się w kąciku zabaw dla dzieci (świetny pomysł). Po krótkim odpoczynku, kiedy mieliśmy się już zbierać do powrotu zaczęła się ulewa, która uniemożliwiła nam wyjście na szlak. Musieliśmy ją przeczekać bo nie dało się iść, tak padało.

zabawy dzieci
12

Z małym opóźnieniem ruszyliśmy w drogę powrotną, która zajęła nam także sporo czasu z uwagi na śliskie kamienie i płynące z każdej strony strumyki a także na liczne przystanki na maliny. Zmęczeni ale bardzo zadowoleni dotarliśmy na bazę. W sam raz na pyszne naleśniki serwowane przez ciocie. Na bazę przybyli także nowi turyści więc było bardzo wesoło i gwarnie.

13

Chłopcy już czekali na nasze córy by pokazać im niespodziankę – wielką kałużę w sam raz do wodnej zabawy. Piski, radosne okrzyki trwały aż do samego wieczora kiedy to znów rozpalono ognisko. Dziewczynki biegały radośnie po kałużach, skakały, wylewały wodę z kaloszy i piszczały z zachwytu. Nic więcej im do szczęścia nie było potrzebne. A my spokojnie patrzyliśmy na ich zabawę i radość, którą im ona dawała. Byliśmy pewni, że bawią się wspaniale i nic złego im się podczas niej nie stanie.

14

I tak nastał wieczór i czas na sen. Ze spaniem i tego dnia nikt nie miał kłopotu. 

Rano znów pierwsza obudziła nas Lenka, która od razu chciała iść przywitać się do owieczek. W krótkim czasie po Lence obudziła się Weronika. Ten dzień był naszym ostatnim dniem na bazie ale nie było nam śpieszno ani do wyjazdu a tym bardziej do pakowania.

Poranek oczywiście rozpoczęliśmy od wyprawy do źródełka, gdzie dziewczynki znów powtórzyły swoje wodne harce. Kiedy jedliśmy śniadanie i tak rozmawialiśmy o górach zaczęło padać i to tak porządnie. Zostaliśmy „zmuszeni” do zostania jeszcze na bazie choćby
do momentu aż przestanie padać – z czego cieszyliśmy się wszyscy.

Bez pośpiechu zatem rozpoczęliśmy pakowanie i porządkowanie namiotu. Dziewczynki były bardzo niezadowolone z tego faktu bo chciały tutaj zostać dłużej. Nawet bez rodziców, a z ciociami - tak im się podobało.

Deszcz padał nadal a my ściśnięci wszyscy w jednym namiocie gadaliśmy dalej. Ciocia namalowała w tym czasie piękne obrazki z bazą w roli głównej dziewczynkom a one patrzyły w nie jak zaczarowane. Niestety w końcu deszcz przestał padać i przyszedł czas na pożegnanie.

Pod namiot z dziećmi w góry
Dziewczynki dostały po pieczątce do swoich notesików i małą książeczkę o innych bazach. Założyliśmy plecaki i ruszyliśmy pod górę a później powoli w dół. Do samochodu i do domu.

Spędziliśmy na bazie namiotowej nie pełne trzy dni ale wrażeń i zajęć było tyle, że na cały tydzień by wystarczyło. Był to czas, który na prawdę spędziliśmy razem bez żadnych umilaczy czasu a swoją całą uwagę poświęciliśmy dziewczynkom. Dzieciom nie potrzebne były kosze zabawek a wyluzowani rodzice, którzy mają czas słuchać, opowiadać i być po prostu z dziećmi. A do tego te piękne okolice.

Polecamy taką formę wypoczynku z dzieciakami, która sprawi im wiele frajdy a także nauczy nowych rzeczy i zwróci uwagę na inne możliwości zabawy czy spędzania swojego czasu. Nauczy a rodzicom przypomni jaką moc ma nasza wyobraźnia. Pokaże jak cudownie można bawić się z rodzeństwem, koleżanką czy kolegą z wykorzystaniem tego co wokół. Plusów jest naprawdę wiele - od świeżego powietrza, które czerpiemy tam garściami, przez aktywną zabawę po wspólne, rodzinne chwile.

Nasza ostatnia rada - zanim jednak wybierzemy się na bazę, do chatki bądź schroniska warto wcześniej tam przedzwonić i zapytać o wolne miejsca (przy wypadzie z dzieciakami to ważne by mieć zapewnione miejsce do spania) i inne ważne dla nas sprawy. Jeśli nie jesteśmy wprawionymi piechurami górskimi wybierzmy miejsce do którego dojście nie jest zbyt wymagające - o to także możemy zapytać.